ONI TEŻ MIELI POD WIATR. I TO CHYBA MOJA WINA.
GDZIEŚ POCZĄTEK BYĆ MUSI BYĆ
Warszawa 11.11.2011r. Pora poranna. Jestem w punkcie odbioru pakietów startowych XXIII Biegu Niepodległości. Tomek Banach przedstawia mi Roberta. Chwilę rozmawiamy. Robert wspomina o biegu barbórkowym pod koniec listopada…
ROZWINIĘCIE ZDAJE SIĘ TEŻ BYĆ POWINNO
Lublin. 27.11.2011r. Przyjeżdża po mnie Karol. A nie sorry, to ja przyjeżdżam po niego. Jedziemy do Decathlonu. Karol wysiada zrobić zakupy. Ja tymczasem jadę po Młodego. We dwóch wracamy zgarnąć Karola. Mamy komplet. Jedziemy.
Trasa jak trasa. Trzech zakręconych kolesi. Głupkowanie i dowcipkowanie przez cała drogę. GPS i Ania bezbłędnie prowadzą nas do celu. Wyskakujemy z auta i odbieramy numery startowe. Spotykam Roberta i sąsiada z bloku. Ogarniamy się i do autokaru. Ten wiezie nas z Łęcznej do Bogdanki. Stamtąd biegiem wracamy do Łęcznej. Taka jest trasa V Ogólnopolskiego Biegu Barbórkowego Solidarności.
W autokarze nieśmiało zaczepiam Kasię. Wstyd się przyznać, ale do końca nie miałem pewności że Ona to Ona. Na swoje usprawiedliwienie mam to że wcześniej widziałem Ją tylko raz w życiu. Na zebraniu dotyczącym Pierwszego. Widzę też Andrzeja. Jakoś tak raźniej jak widzisz nieobce twarze.
RUN FOREST
Bogdanka. Rozgrzewka ponad 120 osób. Atmosfera fajowa, chociaż wieje jak cholera! Łeb urywa. Startujemy. Pierwszy kilometr jak zwykle zwiadowczy – na wyczucie tempa. Chciałoby się powiedzieć: reszta z górki…HA! Nie ma tak łatwo. Potem to już tylko wiało. A potem wiało. I tak już wiało do mety. W życiu nie biegłem w taki wiatr! Jest i meta. Frajda jest. Ania czeka z oklaskami i gratulacjami. Medal na szyję i szybko do auta. Transformacja w cieplejsze łaszki, aparat w garść i z powrotem na linię mety. Foto gwiazdom trzeba zrobić. Dawidowi i Karolowi.
Trzech muszkieterów idzie na stołówkę. Dwóch pochlania forszmak, trzeci odpuszcza. Kolej na słodycze z automatu i kawę z okienka. Długo czekamy na wyróżnienia najlepszych. Bardzo dłuuugo…ale czekamy. Wyczekaliśmy nawet „nagrody pocieszenia” Z siatą słodyczy i Anią do kompletu zasiadamy do forda. Jedziemy do Lublina.
TYLE HAŁASU O NIC
Powiesz: łomatko! Ale niezwykła historia! Czas Mietek miałeś słabszy niż zakładałeś i nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Cóż, jestem zmuszony wyprowadzić Cię z błędu. Dla mnie to był bieg wyjątkowy. Po pierwsze primo nie pojechałem tam sam. Startowało ze mną dwóch ziomków. Dla Młodego był to pierwszy start! Dla Karola drugi. (jego pierwszy tez biegliśmy razem). To duża dla mnie satysfakcja, bo tych dwóch muszkieterów biega jakby trochę przeze mnie. Po drugie primo ten start to kolejne doświadczenie. Odnośnie dobioru garderoby do warunków atmosferycznych, rozłożenia sił w taki wicher. No i trening moich psychologicznych zagrywek. Po trzecie primo miła niespodzianka – kibic na mecie. Jeszcze raz dzięki Aniu!
BEZ ZAKOŃCZENIA
Podsumowując – fajna impreza tuż pod nosem. Do Łęcznej z Lublina jest rzut beretem. Aż szkoda nie pojechać. Mimo kilku wpadek organizatorów (zabrakło dla mnie pączka, dasz wiarę? Do tej pory mi żal…) rozważam poważnie pobiec tam w przyszłym roku. Jedziesz ze mną?










