Inna jazda
Od kilku dni moja właśnie taka jest. Inna. Inna niż była dotychczas. Styl jazdy jest ten sam, zmiany natomiast zaszły w kierowcy. Podczas seminarium, Joe Vitale zaproponował ćwiczenie, które sobie lekko zmodyfikowałem do swoich potrzeb i mam. Inną jazdę.
Nie wierzę że nie zdarzyło Ci się podczas jazdy zakląć, zdenerwować się czy wymachiwać rękami. Albo obdarować innego kierowcę soczystym epitetem (którego słuchała żona – on nie). Jeśli to co teraz czytasz jest Ci zupełnie obce to gratuluję. Jeśli natomiast doskonale wiesz o czym mowa, czytaj dalej, poznasz moją nowa metodę na walkę z owymi objawami nieracjonalnych podrygów za kółkiem.
Szkolenie w Warszawie (o którym niedługo napiszę więcej) zaowocowało powstaniem leku na upośledzenie za kierownicą, objawiające się w.w. zachowaniami. Dla mnie to coś nowego, ale przypuszczam że to nie jest odkrycie Ameryki, jeśli podejść do tematu na szerszą nieco skalę. I choć stosuję tą metodę od tygodnia, do tej pory robiąc to czuję się co najmniej dziwnie. Jak ktoś usłyszy mnie przez otwartą szybę, pomyśli: sekta jakaś? albo: naćpał się czy jak? No ale cóż, delikatnie mówiąc: spływa po mnie to co ktoś o tym myśli. To jest lekarstwo dla mnie i mi ma pomagać. Z drugiej strony lewatywa chyba też nie wygląda „normalnie”, a w konkretnych sytuacjach pomaga.
Do rzeczy. Na czym polega sekret stosowanej przez autora tego tekstu metody? Nie żadne czary-mary. Piotr po prostu zamienił wachlarz kretyńskich zachowań, na jedno pozytywne i uniwersalne! Ot co!
Konkretyzując: zamiast „drzeć mordę”, „wymachiwać przeszczepami”, „kurwiać”, „tłuc grabiami o kierownicę”, biorę głęboki oddech i spokojnie ze szczerym uśmiechem i terapeutycznym głosem mówię:
Kocham cię! Wybaczam Ci! Niech Ci Bóg błogosławi!
Tyle! Na prawdę tyle! Efekt: jestem spokojny jak cholera! Mam wrażenie że nic, ani nikt nie jest w stanie wytrącić mnie z równowagi. Nie tracę przyjemności jazdy, nie kaleczę uszu moich pasażerów, cały czas mam dobry humor. Rewelacja. Wiem wiem, brzmi niewiarygodnie. Nawet teraz jak to piszę czuję lekki dreszczyk, bo mam przed oczami obrazy kiedy stosowałem opisywana metodę.
Nie przekonuje Cię to? Nie wierzysz że to działa? Nie chce Ci się nawet spróbować? Trudno! Nie musisz zaraz zażywać mojego lekarstwa. Ale jedno zrobić wypada: poszukaj i zajadaj swoje!
szerokości!
Lipiec 2, 2010
Tags: psychologia, sukces Posted in: Edukacja i rozwój osobisty















8 Komentarze
No. To ciekaw jestem jak długo wytrwasz. Wcale nie twierdzę, że jest to nie do osiągnięcia. Sam też jestem kierowcą i doskonale znam historie z Twojego drugiego akapitu.
Nie powiem, że często, ale zdarza mi się zakląć na innego użytkownika, zwłaszcza, że zrobi coś głupiego. Ale żebym go od razu kochał? Wątpię w to.
Nie mniej jednak wypróbuję, a nuż okaże się skuteczne?
Cyt: „Konkretyzując: zamiast ?drzeć mordę?, ?wymachiwać przeszczepami?, ?kurwiać?, ?tłuc grabiami o kierownicę” – Piotrek od 10 minut nie mogę śmiechu opanować
Dzięki za ten wpis !
Też sobie dziś umyłam, bo stanęłam sobie wczoraj pod topolką i tak walnęło deszczem i wiatrem jeszcze, że po takich atmosferycznych warunkach auto wyglądało jak nieopierzony kurczak. Wymyłam nie amwayem, za jedyne 17 PLN, i też błyszczy.
Piotrusiu, w wyniku takich oto wyznań rzesz pukających się w czoło, nie tylko mobilnych Polaków debilnych, rośnie!!! Myślisz, że komuś wiadomo, co to ho?oponopono? Że co, ze ho, że po co nam to? Proszę Państwa, ja też tam byłam, i wiem nie od dziś, że te cztery słowa proste działają bezbłędnie jak krokusy na wiosnę. Nawet jak nie zmienią takiego debila, nam czas przyjemniej mija. A tak w ogóle, dla kogoś, kto nie znał zjawiska czy samego Vitale, szkolenie mogło być objawieniem. Dla kogoś, kto zna jego twórczość, nie było odkrywcze. Ciągle zastanawiam się, co mi z tego dnia zostało poza sińcem na dupie, kiedy wyrżnęłam na tych swoich zajebistych szpilkach na oczach wszystkich. Zostało jedno bardzo ważne zdanie i wystarczy. Często czytam książki albo oglądam film (nawet kiepski) choćby dla jednego właśnie zdania. Podobał mi się oszczędny rytm wypowiedzi-zdawkowość, mądrość sączona przez filtr-bibułkę bez naiwno-gwiazdorskiej egzaltacji. Tylko po cholerę facetowi te gold korale made in może Hawaje i te sygnety-niestety. No chyba że to fetysze-przyciągacze-pamiątki-zaklinacze. Może stajl, taka moda i kraj. W dodatku wszystko nanizane na zwykły, bezpretensjonalny czarny tiszert. To jak trampki na obcasie – kompletnie bezużyteczne, bo ani do biegania, ani na bal. Joe nie potrzebuje żadnych dekoracji. No chyba że jest to Phantom. Łał!
Pozdrawiam wszystkich na naszych drogach polskich, polsko dziurawych i wąskich!
.
Metodę ho’oponopono poznałam z książki Vitale, której tytułu nie przytoczę bo po przeczytaniu komuś pożyczyłam i do teraz nie wróciła… Może się spodobała, a ja teraz nie pamiętam komu… Nieważne. Miało być o metodzie – jak się z nią pierwszy raz zetknęłam to też mi się dziwaczna wydała…, ale co jeszcze dziwniejsze – w pewnych sytuacjach bywa naprawdę przydatna
A co do komentarza ed – też mnie gadżety biżuteryjne Vitalego powalają… i pokochałam porównanie ich do bezużyteczności trampek na obcasie!!!
Kamila, też Cię lubię!
ehhhh żeby to było takie proste …..
No proste może nie jest, ale żeby takie było trudne to tez nie powiem. na pewno z początku człowiek czuje się lekko idiotycznie, ale skoro to działa to czemu nie?
Jak próbowanie? Działa? Bo ja się nieźle trzymam. Nie jestem idealny – człowiek to maszyna ułomna jednak jest – ale jest pozytywnie!
Zostaw komentarz