WIARA W SIEBIE

W MŁODOŚCI SIŁA

Tak, tak. Siła i moc. Nie głupi to wymyślił! Nie po raz pierwszy człowiek się przekonuje, że można uczyć się od dziecka. To nie przenośnia. O takie trzyletnie dziecko mi się rozchodzi. Własne takie, prywatne dziecko autora tekstu który właśnie czytasz uważnie i niecierpliwie czekasz niejasności rozmycia. Jaś – bo takie imię nosi natchnienie do tego wpisu – zainspirować potrafi, nie ma co! Chociaż pewnie nie do końca uświadamia sobie ten fakt. A fakt nie byle jaki. Uświadomić w wieku lat trzech osobę o 26 wiosen od siebie starszą to nie takie hopsiup. Rozmowa dni temu kilka. Między ojcem a synem. O bieganiu rzecz:

Tata: To co Janek, jak się zrobi ciepło będziesz biegał z tatusiem w wózku biegowym?

Janek: Nie! Na nogach będę z tobą biegał.

Tata: OK, możemy się trochę pościgać, zobaczymy kto wygra?!

Janek: (bez mikrosekundy wahania) JA WYGRAM!

WIARA GÓRY PRZENOSI

światłoMały bąbelek, co to sobie dopiero tyłek sam zaczyna wycierać mówi JA WYGRAM. Nie wiem jak Ty się na to zapatrujesz ale mnie wywaliło z butów. Sorry, ze skarpet – to nie film hamerykański że się w butach po chałupie łazi. Trzylatek nic a nic sobie nie robi z tego że jest trzy razy krótszy od dorosłego człowieka, ma sporo mniej siły od – bądź co bądź – maratończyka, i nie ma najmniejszej szansy wygrać ze swoim ojcem biegowego wyścigu. Jedyne co On wie i przyjmuje bezapelacyjnie za pewniak to fakt że ON WYGRA. Ilu palcem wskażesz dorosłych z twojego otoczenia legitymujących się taką pewnością i wiarą w siebie? He? Janek nie jest w tej kwestii oryginałem (chociaż dla swojego ojca jest wyjątkowy, jedyny, najlepszy i …sam wiesz jaki jeśli jesteś rodzicem :P ). Domeną dzieciaków jest zapał do życia, wiara w siebie i swoje możliwości. Maluchy zdają się nie dostrzegać żadnych ograniczeń! Bjudiful! Z czasem my dorosłe małpy zabijamy „to coś” w naszych skarbach…ale to już inna historia. Jedno jest pewne. Warto, powtarzam do znudzenia: warto patrzeć na dzieci i uczyć się od nich. Nie trzeba być wcale Korczakiem żeby to robić. Damy radę z tym co mamy dzisiaj, nie wierzysz? Codziennie nasze pociechy prowokują – świadomie lub nie, bez znaczenia – sytuacje z których my stare konie, możemy czerpać naukę ważniejszą niż dwa dyplomy!! Trzy nawet. Problem polega na tym, że my jesteśmy (wyraz) tacy mądrzy jak Salomona gacie i duma nam czasem nie pozwala przyznać przed światem że to i owo się człowiekowi zapomniało i że taki berbeć wie ocokaman a my nie…To się nie przyznawaj do jasnej cholery do tego przed światem, tylko przed sobą i problem znika! Duma zostaje, Świat pięknieje! Coś się dzieje!

PRZYPADEK?

Dni kilka po rozmowie z synem, ojciec jego zabiera się za lekturę książki niezwykłej. Po raz drugi. (Mirka point za cierpliwość – jesteś debeściak!) „Myśl. I bogać się” Napoleona Hilla. Jeśli interesuje Cię o czym ten book traktuje to spieszę z odpowiedzią: przeczytaj to się dowiesz! Strona 46. Wyrywam z kontekstu, ale do wpisu kontekstu pasuje jak ulał. (Co to w ogóle znaczy, ktoś mi wytłumaczy?).  Autor podpowiada że największą słabością większości z nas jest brak wiary w  siebie…smutne co? A potem przytacza wiersz. I ja go przytoczę, bo wiersze lubię.

„Jeśli myślisz, żeś pokonany, będziesz pokonany.
Jeśli myślisz, że się nie poważysz na coś, tak też będzie,
Jeśli chciałbyś zwyciężyć, ale myślisz, że ci się nie uda,
Prawie na pewno przegrasz.

Jeśli myślisz, że przegrasz, jużeś przegrał,
Bo na świecie, w którym żyjemy
Sukces bierze się z woli człowieka-
Cały tkwi w jego nastawieniu umysłowym.

Jeśli myślisz, że się zdeklasujesz, jużeś zdeklasowany,
Masz myśleć śmiało, by się podnieść,
Masz być pewny siebie, zanim
Kiedykolwiek zdobędziesz nagrodę.

Zwycięstwa w życiu nie zawsze należą
Do ludzi silniejszych i szybszych,
Prędzej czy później zwycięża ten,
Kto MYŚLI, ŻE CHCE ZWYCIĘŻYĆ.”

No to się zdaje się że dalszy autora wpisu komentarz jest zbędny, w przeciwieństwie do Twojego, który jest niezbędny.

Niech moc będzie z Tobą.

KLINIKA ZDROWIA

DOKTOR KUBAT W LUBLINIE

DSC_0124Niektórym przedstawiać doktora Kubata nie trzeba. Na samo hasło że przyjeżdża i prowadzi wykład, od razu rezerwują sobie czas. Do tej grupy należy Piotr, autor czytanego przez Ciebie tekstu.

Powiem „krótko i zwięzłowato” (jak mawia doktor Kubat): warto tam być! Zapraszam serdecznie na ten wykład, bo wiem że nie będzie to czas zmarnowany. Jeśli interesuje Cię profilaktyka zdrowia, irytuje Cię „medycyna telewizyjno-gazetowa”, chcesz poznać cenne informacje, usystematyzować swoja wiedzę, albo po prostu skonfrontować ją z wiedzą specjalisty – przyjdź.

Wstęp na wykład jest DARMOWY. No chyba że liczysz w koszt paliwo albo bilet autobusowy…i kawę z automatu…i kieckę żeby się zrobić ładnie…nowy krawat…pastę do butów, coby się błyskały ładnie…w każdym razie za sam wstęp i udział nie zapłacisz NIC!

TERMIN I MIEJSCE

Doktor Zdzisław Kubat poprowadzi wykład 01.02.2013 roku o godzinie 18:00 na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie, ul. Akademicka 12. Sala medycyny weterynaryjnej (Wydział Weterynarii).

Temat: „ZAPOBIEGANIE CHOROBOM UKŁADU POKARMOWEGO”

Fenomen tego człowieka polega na tym że skomplikowaną wiedzę medyczną, biologiczną, biochemiczną, tłumaczy „po ludzku”, tak że ja humanista rozumiem o co chodzi. Zawsze można podczas wystąpień Zdzisława Kubata wyłapać dla siebie jakąś „perełkę”. Choćby przepis na fantastyczna kawę (kogo częstowałem proszę uprzejmie i uczciwie wpisać w komentarzu wrażenia). Prawdopodobnie będzie też czas na pytania, więc jeśli jakiś problem zdrowotny nurtuje Ciebie lub Twoich bliskich (niekoniecznie związany z tematem wykładu), to koniecznie melduj się w piątek 01.02.2013r. o 18:00 na UP.

Do zobaczenia!

 

GRUDZIEŃ W STYCZNIU

ULTRA HIMALAJE

kamilPowiew wielkich gór, ultra długich dystansów biegowych, i dużej praktycznej wiedzy zapewni dzisiaj nie kto inny a właśnie on. Grudzień. Kamil Grudzień. Wiem że jest styczeń, ale w lutym za późno, potem będzie marzec, ale to już inny Stanisław…

Sprawa jest pilna i uwagi godna, poniżej oficjalne info z fanpage Maratonu Lubelskiego:

„Między treningami do Trzeciej Dychy i Maratonu Lubelskiego zapraszamy na spotkanie z Kamilem Grudniem – ultramaratończykiem i himalaistą, ale przede wszystkim fizjoterapeutą i trenerem. Kamil opowie (na przykładzie swoich wypraw w Himalaje) o treningu multidyscyplinarnym, który poprawia ogólną sprawność fizyczną i daje podstawę do treningu innych dyscyplin i osiągania wyznaczonych wyników. Będą też zdjęcia z wypraw.
29 stycznia, godz. 20:00, Budynek TVP Lublin ul. Raabego 2, sala 305.

Cóż dodać więcej? No może info dla Pań: jeśli nie interesuje Was temat wykładu, na pewno zainteresuje Was uroda prowadzącego :P

Do zobaczenia!

HOMEWORK

EDUKACJA TO PODSTAWA
Pamiętasz? Ławka, obok kumpel. Kartki i długopisy naszykowane. W sali nerwówka. Sorka z powagą zbliża się do tablicy. Sięga po kredę, poprawia okulary, zerka do notatek i z namaszczeniem smaruje równiutkie litery:
Temat 1: „Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa jaką sobie ludzkość wymyśliła”
Czy w czasach dominacji kultury masowej twoje doświadczenia czytelnicze
pozwalają potwierdzić sąd Wisławy Szymborskiej
?

Pamiętasz? Ja tak!

Spróbuj przez chwilę nie myśleć że już dawno po maturze. Wyobraź sobie że siedzisz w szkolnej ławce. Długopis wyślizguje Ci się ze spoconej ze stresu dłoni, kiedy sorka pisze temat na tablicy. Całym ciałem słyszysz szorstki ruch kredy. A temat łatwy nie jest. Ale ogarniesz. Na pewno. Po prostu rusz głową i teraz w komentarzu pod wpisem rozwiń temat:

„MAJĄC TAKICH PRZYJACIÓŁ, NIE POTRZEBUJESZ JUŻ WROGÓW”

TATO, GDZIE JEDZIEMY?

NIE MASZ SWOJEJ ŻONY? BIERZ MOJĄ!

Ha! Otrzyj ślinę! Wyobraźnie weź na smycz. I czytaj. Masz takie wieczory że siedzisz i myślisz? Nad filmem. Znaczy jaki by tu film obejrzeć? Horror, komedię, sensację, akcję, thriller itd? Zagwozdka jest. Ja mam swoją oddzielną kategorię gatunku: polecone przez żonę. Moją żonę. A tak się składa że mam najlepszą. (nie wierzysz? nie musisz! nie dbam o to :D)

Żona moja ulubiona, co to Jej dali Aneta (bez sensu, przecież Anetka lepiej brzmi…) ma dar taki nieoceniony. Ano film i książkę ZAWSZE poleci dobrą. Co ma Pietrek na myśli mówiąc dobrą? Ano taką, co to do myślenia mocno daje, do jakiś takich myśli głębszych skłania. ( w szkole się mówiło się refleksje!) I co to naukę  z niej czerpać można i się ową pamięta długo. Jak nie na zawsze. Nigdy nie zawiodłem się na rekomendacji moje żony! NEVER!

JEAN – LOUIS FOURNIER

Cham. Przez niego rozwyłem się jak szczyl, nos mi się zatkał i wory pod oczami mam. Mam taką dziwną chorobę że czytam dwie, trzy książki na raz… „Tato, gdzie jedziemy?” miała być przerywnikiem do „Vademecum Ojca”. No i była. Nie tylko dlatego że krótka czyta się ją szybko. Od niej się nie można oderwać. Nie, no na moment trzeba. Smarknąć trzeba, łzy otrzeć – takie tam męskie sprawy…

Trochę książek miałem w życiu okazję przeczytać. Takich o relacjach rodzic – dziecko też. W końcu jestem pedagogiem z wykształcenia. Ale tak napisanej lektury w ręku nie miałem nigdy! „Tato, gdzie jedziemy?” to mistrzostwo świata. Pod względem treści i formy! Styl jakiego użył autor jest idealny. Trochę szokuje, ale nie da się oderwać oczu od kartek. Treść to kopalnia wiedzy. Podanej nie wprost – a takiej która gdzieś tam w Tobie siedzi. I wylezie pod wpływem myśli jakie przyjdą Ci do głowy podczas czytania. A przyjdą! O tak, przyjdą!

TATO, GDZIE JEDZIEMY

To książka o życiu. Takim którego prawdopodobnie nie znasz. Ani ja. O szarości codziennego dnia. Nie szarośći tej ze sloganu. Szarości przez duże S. Prawdziwa historia o życiu, śmierci, miłości, rozstaniu, cierpieniu, tęsknocie, pragnieniach, marzeniach, także – w dużej mierze właściwie -tych niespełnionych. To książka dla Ciebie. Nie ważne czy nosisz spodnie czy sukienkę, czy masz 17 czy 58 lat. Czy wierzysz w Boga, czy nie. Przeczytaj ją.

 

Jesteś jak dzidziuś

BO W ŻYCIU TO JEST TAK

A w małżeństwie to szczególnie. Znaczy tak że byle banał, na pół serio wymamrotany niesie ze sobą przesłanie głębokie jak studnia na wsi za stodołą. Często bezwiednie i bez specjalnych procesów twórczych w głowie, spinania się i wysilania intelektu jesteśmy w stanie w sposób jak drut prosty wytłumaczyć skomplikowane jak cholera sprawy. Ot tak wiesz, hasło rzucone niedbale staje się maksymą, którą tłumy będą ryć za pokoleń kilka w betonowych tablicach, alb0 klepać lajki na fejsie w ilościach nieprzyzwoitych.

UCZ SIĘ OD DZIECI

Dlaczego? A dlaczego nie? Nie chce mi się – wybacz – tłumaczyć co i jak. Zaufaj mi. Nie przykładałem się może na studiach aż tak bardzo, ale pewną wrażliwość w kwestiach pedagogicznych zdołano ze mnie wykrzesać. Patrz na dzieci, obserwuj i wyciągaj wnioski. Tyle.

Bycie wszechwiedzącym mądralą wychodzi owszem, ale bokiem. Patrz na dzieci i na prawdę do znudzenia będę powtarzał: UCZ SIĘ od nich. Rozmyślaj, analizuj, zadawaj sobie pytania, rusz  swoje zwoje mózgowe. Uwierz od samego patrzenia na dziecko możesz wpaść na genialne pomysły. Ja byłem przekonany że właśnie na taki wpadłem…

…a tu zimny prysznic.

JAŚ O NICZYM NIE WIE

Tak myślę, że nie wie. Znaczy o tym że pod wpływem jego 10 kilogramowej osóbki, jego rodzice przeprowadzili krótką ale wartościową zdań wymianę. Kontynuując urwany wątek: przekonany byłem że analogia jaką wymyśliłem rozłoży żonę moją na łopatki, głos jej odejmie i odklepie nokaut. O jakże sromotnie się pomyliłem. Otóż bawimy się we trójkę: Jaś, Anetka i ja, a tu nie wiadomo jak rozmowa zeszła na instrukcję obsługi. Instrukcję obsługi faceta. Pół żartem pół serio strzelamy do siebie z małżonką zdaniami. Zabłysnąć chciałem i mówię: kobieto zrozum, obsługa faceta jest bardzo prosta. Facet jest jak taki dzidziuś, niewiele mu do szczęścia trzeba: possać cycusia i dobrze zjeść. Tyle. Dumny byłem niezwykle z mojej krótkiej mowy i czekałem aż żona złamie się pod takim mistrzostwem oratorstwa. A tu trach, złośnica, nic się nie ugięła. Patrzy na mnie i rzecze: kobieta też jest prosta w obsłudze. Dosłownie jak taki dzidziuś właśnie. Do szczęścia niewiele jej potrzeba. Wystarczy ją przytulać i od czasu do czasu zabrać na plac zabaw…

…poddałem się.

Nie wiem w jakim stopniu te metafory trafiły do Ciebie ale bardzo chętnie się dowiem!